Witaj Gość!   [ Logout ]    
Działalność Koła
Dane adresowe - kontakt
 Egzaminy na kartę wędkarską
Nasze finanse

Władze Koła
rozliczenie pracy Zarządu

 Zarząd I kadencji 2003-2005
 Zarząd II kadencji 2005-2009
 Zarząd III kadencji 2009-2013
 Zarząd IV kadencji 2013-2017

Użytkownicy
Witaj, Gość
Pseudonim
Hasło
(Zarejestruj się)
Członkostwo:
Ostatni: jaro_jga
Nowe dzisiaj: 0
Nowe wczoraj: 0
Wszystkie: 511

Na stronie:
Gości: 32
Użytkowników: 0
Razem: 32

Informacje i komunikaty
Wody górskie (info)
 Schemat Pilchowic

Nasi sponsorzy

















Kącik Wędkującej Młodzieży

Przyjaciele Grodzkiego

























Karkonoski Klub Wędkarski




Recenzje z zawodów
· Spinningowe Grand Prix Polski - Puchar Katowic
· Spinningowe Grand Prix Polski - Boleń Odry
· Spinningowe Grand Prix Polski - Sandacz Turawy
· Spinningowe Grand Prix Polski - Puchar Sanu

Puchar Lajkonika - kompromitacja krakowskich działaczy PZW
Wysłano dnia 28-09-2009 o godz. 23:43:26 przez jarekk

Naszym zdaniem.
Spinningowy Puchar Lajkonika wspominamy jako zawody wyjątkowe. Zawody rozgrywane od wielu lat, znakomicie zorganizowane. Nie mieliśmy wątpliwości, że udział w nich to prestiż i satysfakcja. Nawet gdy okazało się, że za startowe musimy zapłacić rekordową kwotę...


Zażądano aż 470,00 zł od każdego uczestnika. Organizatorzy przewidując, że część drużyn z niższych pozycji klasyfikacji odpuści start, postanowili zrekompensować sobie koszty windując opłatę startową do poziomu niespotykanego w zawodach tej rangi. Potem okazało się, że postanowiono również zaoszczędzić - i to praktycznie na wszystkim.

Pierwszy spór z organizatorami miał miejsce podczas odprawy kierowników drużyn. Organizator, aby ograniczyć swoje koszty, zrezygnował z wynajęcia autobusu rozwożącego zawodników na sektory. W zamian wręczono zawodnikom mapki z naniesionymi czterema punktami startowymi i wyznaczono czas na dotarcie własnymi samochodami - było to zaledwie 30 minut. Na nic zdały się tłumaczenia, że jest to nierealne. Przy braku znajomości terenu i w sytuacji gdzie dwóch zawodników przyjeżdża jednym samochodem, nikt nie miał szans zdążyć na odprawę sektorową w tym czasie. Te uwagi zbagatelizowano. Sędzia główny zaproponował, że samochody uczestników będą jechały za samochodem sędziów sektorowych, którzy znakomicie znają dojazd na nadwiślańskie miejscówki. Już niebawem miało się to okazać kompletną bzdurą.

Kolejną wątpliwość wśród kierowników drużyn wzbudził pomysł rozdania kart startowych zaraz po śniadaniu, w hotelu. W praktyce rodziło to pokusę dojazdu prosto na miejscówkę, z pominięciem punktu startowego. Zaproponowaliśmy zaskoczonemu tymi uwagami sędziemu głównemu, aby przekazał sędziom sektorowym listy startowe, które miałyby być sprawdzane w punktach startowych. Wyraził zgodę i obiecał dopilnowanie obowiązku czytania list startowych.

Pierwszy poranek zaczął się dość nerwowo. Okazało się, że rozdawanie kart startowych rozpoczęło się dopiero o 6.00 i trwało około 15 minut. Na dojazd na miejsca startu pozostało nam zaledwie 15 minut.
Z oczywistych względów nie mogę w tym miejscu pochwalić się z jaką prędkością pokonywałem podkrakowskie wioski. Odwiozłem mojego partnera na miejsce jego startu i z pomocą GPS i sporej dawki szczęścia odnalazłem wyznaczone miejsce. Pomimo starań i ryzykownej jazdy dotarłem na miejsce 5 minut po wyznaczonym przez organizatora czasie zbiórki - groziła mi dyskwalifikacja. Okazało się jednak, że jestem pierwszym zawodnikiem który dotarł na miejsce startowe.

Kolejni zawodnicy docierali przez około dwadzieścia minut. Najdziwniejsze jednak było to, że nie było żadnego sędziego. Nie było nawet żadnego oznakowania miejsca startu. Po prostu łąka, rzeka i gromada kompletnie zdezorientowanych tą sytuacją zawodników.

Gdy minęła wyznaczona godzina rozpoczęcia zawodów wśród zawodników wywiązała się dyskusja - czekać na sędziów, czy wędkować ? Na pierwszym punkcie startowym wędkowanie już się rozpoczęło, to przemawiało za wyjściem na sektor, z drugiej jednak strony ma być przecież odczytywana lista startowa. Zdania były podzielone. Większość wędkarzy postanowiła uszanować obowiązujące prawo i pozostała na miejscu. Kilka osób ruszyło jednak w stronę rzeki...

Sędziowie przybyli po kilkunastu minutach. Krótkie przeprosiny, propozycja przedłużenia tury i ...ani słowa o liście startowej. Sędzia nie był na to przygotowany, nikt go nie poinformował o obowiązkach. Ponieważ cztery osoby już poszły wędkować zmuszamy sędziego do spisania nazwisk zawodników szanujących przepisy. Potem ma się okazać, że decyzją sędziego głównego, lista ta trafi do kosza. Sędzia główny nie jest zainteresowany stworzeniem warunków uczciwej konkurencji. Jeden z kolegów, który samowolnie wystartował i powinien być zdyskwalifikowany osiąga wysoki wynik plasując się na czołowych pozycjach. Ignorancja sędziego ma tutaj decydujący wpływ na wynik.

Na pozostałych punktach startowych sytuacja wygląda podobnie. Sędziowie przybywają ze znacznym spóźnieniem. Wbrew planom organizatorów, sędziowie nie tylko nie prowadzą zawodników na start, ale sami mają wielkie problemy z odnalezieniem wyznaczonych miejsc.

Start odbywa się w różnych godzinach, co przy bardzo słabych braniach występujących głównie w godzinach porannych, ma decydujący wpływ na osiągane wyniki. Nikt się jednak tym nie przejmuje. Sędzia główny wykazuje się wyjątkową pobłażliwością.
Tura kończy się przed 15.00

Zwykle na zawodach tej rangi organizatorzy zapewniają obiad, kolację i ognisko lub wspólnego grilla. Tym razem jednak ograniczono wyżywienie jedynie do obiadokolacji. Być może zyski z imprezy wydały się krakowskim działaczom zbyt niskie, a być może organizacja była zbyt skomplikowana - trudno powiedzieć.

Oczekiwanie na wyniki okazało się jedyną rozrywką jaką krakowscy działacze zafundowali swoim gościom. I tutaj organizatorzy wykazali się wyjątkową hojnością. Czekaliśmy godzinę dwie ...trzy. W końcu na tablicy powieszono kartkę pełną bzdur. Na pierwszy rzut oka widać było, że wyniki są źle policzone. Po naszej interwencji kartkę zdjęto.
Obliczenie wyników to tylko kilka prostych rachunków na poziomie szkoły podstawowej. Większość z uczestników potrafi policzyć punkty i deklarowała pomoc. Nic z tego. Do późnego wieczora zapewniano nas o rychłym rozwiązaniu tej zawiłej zagadki matematycznej i wieszano kolejne korekty - równie błędne jak poprzednie. Tego dnia nie zobaczyliśmy poprawnie obliczonych wyników pierwszej tury zawodów.

Sędzia sektorowy przeprosił za bałagan, gdy drugiego dnia zawodów spotkaliśmy się w miejscu startu. Niestety, obietnica poprawy jakości sędziowania nie zastała spełniona. Kilka osób, które udały się w górę rzeki zaskoczone zostały skróceniem sektora o pół kilometra. Wyłączono główki widoczne na rozdanych mapach i zawodnicy zakładający, że będą tam wędkować wrócili zawiedzeni marnując sporo czasu.

Warto dodać, że znakiem wskazującym na koniec sektora była zawieszona na krzakach kamizelka sędziego sektorowego. W zasadzie każdy mógł przenieść to "oznakowanie" na dowolne miejsce i nie było wiadomo, czy należy posługiwać się mapką z komunikatu, czy wskazówkami źle wyszkolonych sędziów. Lepiej jednak było nie ryzykować, bo drugiego dnia doszło do dyskwalifikacji zawodników.

Dyskwalifikacja
objęła zawodników, którzy przybyli na punkt startowy na 120 km Wisły. Punkt ten opisany był w komunikacie oraz zaznaczony na mapkach rozdanych podczas odprawy zawodników. W pewnym momencie, z niewyjaśnionych powodów, przesunięto jednak miejsce startu o ok. 1,5 km w dół rzeki do mostu drogowego. Obserwowałem wnikliwie tablicę ogłoszeń organizatorów i pewny jestem, że nie było żadnego komunikatu w tej sprawie.

Gdy zawodnicy przybyli na punkt startowy zaskoczeni zostali faktem, że w miejscu wyznaczonym nie ma sędziów i pozostałych zawodników, wykonali telefon do organizatora zawodów informując go o zaistniałej sytuacji i od niego otrzymali zgodę na start. Gdy rozpoczęli wędkowanie sędzia sektorowy odebrał im karty startowe informując o dyskwalifikacji.

Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że dyskwalifikacji dokonano na wniosek miejscowego (krakowskiego) zawodnika, a objęła ona zawodników na bardzo wysokich pozycjach. Bez wątpienia miało to znaczenie w klasyfikacji końcowej i wpłynęło na końcową lokatę miejscowych zawodników. Dlaczego sędzia główny tolerował łamanie obowiązujących przepisów podczas pierwszej tury i tak skwapliwie przystąpił do dyskwalifikowania zawodników w drugiej turze pozostanie zapewne tajemnicą krakowskich działaczy. My możemy się jedynie domyślać przyczyn takiego postępowania.

No i jeszcze tak zwane "inne drobiazgi" - to sytuacje które często obserwujemy na innych zawodach nie tylko "Lajkoniku", które nie powinny istnieć, lecz przy ogólnie niskim poziomie sportu organizowanego przez Polski Związek Wędkarski, odruchowo akceptujemy. To minimalna aktywność sędziów sektorowych - na ogół wolą oni siedzieć na leżaczkach i sączyć piwko niż podążać za zawodnikami. To sytuacje, gdy oddają zawodnikowi rybę do wypuszczenia i często taka ryba jest rejestrowana po raz drugi, a w końcu zwyczajny brak sędziów na wyznaczonych stanowiskach. Takie sytuacje miały również miejsce podczas tych zawodów.

W drugiej turze jeden z zawodników zmuszony był wypuścić pokaźnego klenia, gdyż nie miał komu zgłosić faktu jego złowienia. Gdy po kilku próbach udało mu się dodzwonić do jednego z sędziów usłyszał - "...jestem cztery kilometry od Pana, zanim dojdę ta ryba zdechnie, a ja Pana zdyskwalifikuję" Ryba odzyskała wolność, a zawodnik zaliczył "zerową" turę. Pytanie: czy miało to wpływ na klasyfikację ogólną ? Z pewnością tak.

Po zakończeniu zawodów zafundowano nam jeszcze raz wielogodzinne oczekiwanie na wyniki. Po raz kolejny sędziowie nie potrafili poradzić sobie z prostymi rachunkami przez pięć godzin od zakończenia zawodów.

Do ogłoszenia wyników pozostała tylko niewielka grupka zawodników. Nie odważę się cytować tutaj opinii o działaczach PZW - organizatorach tego bałaganu, wyrażanych na korytarzach hotelu "Maria" - opinii radykalnych i całkowicie zasłużonych.

Na wynik zawodów ogromny wpływ miała niefrasobliwość sędziów i fatalna organizacja. I nie jest ważne czy o tych efektach zdecydowała ślepa chęć "zaoszczędzenia" kilkuset złotych, czy zwyczajne lenistwo organizatorów. To niedopuszczalne, aby osoby o tak niskich kompetencjach brały się za organizację imprezy na poziomie krajowym, a o wynikach decydowało ich osobiste widzimisię.

"Spinningowy Puchar Lajkonika 2009" był najgorzej prowadzoną imprezą sportową organizowaną przez Polski Związek Wędkarski w jakiej miałem okazję uczestniczyć na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat.

jarekk

 
Pokrewne linki
· Więcej o Naszym zdaniem.
· Napisane przez jarekk


Najczęściej czytany artykuł o Naszym zdaniem.:
Spinningowe Mistrzostwa Okręgu nie dla wszystkich


Oceny artykułu
Wynik głosowania: 0
Głosów: 0

Poświęć chwilę i oceń ten artykuł:

Wyśmienity
Bardzo dobry
Dobry
Przyzwoity
Zły


Opcje

 Strona gotowa do druku Strona gotowa do druku


"Puchar Lajkonika - kompromitacja krakowskich działaczy PZW" | Logowanie/Założenie konta | 12 komentarze | _SEARCHDIS
Komentarze są własnością ich twórców. Nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść.

Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować

Re: Puchar Lajkonika - kompromitacja krakowskich działaczy PZW (Wynik: 1)
przez Johny_Mnemonik dnia 29-09-2009 o godz. 09:38:33
(Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) http://Www.centrumfiszer.pl
No to pięknie :). Powinieneś to opublikować,  poszukałem i tylko znalazłem na Grodzkim materiał o Lajkoniku. Musiało być ciekawie w końcu Krakusy słyną z oszczędności i ściśle zamkniętego społeczeństwa.



Re: Puchar Lajkonika - kompromitacja krakowskich działaczy PZW (Wynik: 1)
przez Wodnik dnia 29-09-2009 o godz. 21:45:14
(Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość)
Potwierdzam wszystko, co zostało napisane byłem uczestnikiem tych zawodów, czego szczerze żałuję. Kilka godzin jazdy w jedną stronę, olbrzymie koszty imprezy - i podejście organizatorów do zawodników jak do zła koniecznego.
Wyglądało to tak, że organizatorzy byli źli, że wpłaciliśmy kasę i jeszcze przyjechaliśmy na zawody - wystarczyłoby przecież tylko wysłać kasę.
Na sędziego oczekiwał kolega z mojej drużyny - i aby było jasne to nie jeden sędzia miał daleko.
Kolega zadzwonił do pierwszego, który powiedział, że za chwilę przyjdzie, kiedy z chwili zrobiło się 40 minut zadzwonił do następnego - ten z kolei powiedział, że jest "starym człowiekiem" i po trawach nie będzie łaził. Widząc, że kleń zaczyna mieć kłopoty z utrzymaniem pionu kolega wykonał, więc telefon do następnego sędziego z listy informując go, że powinien "naginać" dość szybko, bo kleń wygląda kiepsko - uradowało to sędziego, bo zakomunikował koledze, że w przypadku, gdy ryba nie będzie mogła odpłynąć zostanie zdyskwalifikowany. Kolega odczekał jeszcze kilkanaście minut i aby dać szansę rybie wypuścił ją. Na tą okoliczność miał świadków z innych klubów - bo wiadomo w opowieściach wędkarzy ryby rosną najszybciej - jeśli jednak konkurencja potwierdza to samo to sprawa nie podlega dyskusji.
Obcięcie terenu zawodów dotyczyło mojego sektora - z kilkoma kolegami naginaliśmy dwa kilometry na główki, które zgodnie z mapką były częścią sektora - sędzia sektorowy jednak powiesił kamizelkę przed główkami informując nas, że w tym miejscu sektor się kończy. Na szczególną uwagę zasługuje również wybór samego łowiska ta strona rzeki, która została wybrana przez organizatorów przypominała kamienną pustynię natomiast po drugiej stronie ryby aż prowokowały do łowienia pływając pod nawisami z traw - powodem tej decyzji jak poinformował mnie sędzia była właśnie troska o prawidłowe sędziowanie, bo teren z drugiej strony podobno był trudniejszy. Strach pomyśleć, co by było gdyby sędziowie mieli obejść ten trudniejszy teren skoro na łatwym dali d..py.  

Ps Pozdrawiam wszystkich - oprócz "organizatorów"



Re: Puchar Lajkonika - kompromitacja krakowskich działaczy PZW (Wynik: 1)
przez jarekk dnia 29-09-2009 o godz. 22:04:43
(Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość)
Porażka organizacyjna "Lajkonika" ma jeden plus. Koledzy z Leszna, którzy niedawno przepraszali wszystkich wstydząc się za swoich działaczy - organizatorów Pucharu Ziemi Leszczyńskiej, wyszli z podniesioną głową. W Lesznie były potknięcia i bałagan organizacyjny, ale nie wpłynęło to w tak znaczącym stopniu na wyniki zawodów. Gdyby uczciwie przyjrzeć się temu co dokonali Krakowiacy "Puchar Lajkonika" można by z czystym sumieniem unieważnić. Do tego jednak potrzeba ludzi odważnych, ceniących uczciwość i szanujący samych siebie. W przypadku działaczy PZW spodziewam się raczej przemilczenia tematu.



Re: Puchar Lajkonika - kompromitacja krakowskich działaczy PZW (Wynik: 1)
przez PITBUL dnia 30-09-2009 o godz. 11:26:12
(Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość)
Poczytajcie sobie Koledzy ostatni numer Wiadomości Wędkarskich to się dowiecie, że sport mamy na bardzo wysokim poziomie organizacyjnym ! Wasze biadolenie to woda na reakcyjny młyn przeciwników prawdziwego wędkarstwa !
Kolejny zjazd PZW rozprawi się (mam nadzieję) z takim reakcjonistycznym podejściem do ciężkiej pracy zaangażowanych w sport wędkarski "działaczy".

Ta ryba popsuta jest od głowy. Głowy, która żyje własnym życiem i nie jest zainteresowana wprowadzaniem właściwych jakości we współczesnym wędkarstwie.
Jeśli tak to warto zapytać : "głowa to czy d...?"




Re: Puchar Lajkonika - kompromitacja krakowskich działaczy PZW (Wynik: 1)
przez jarekk dnia 30-09-2009 o godz. 18:50:47
(Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość)
Na portalu głównym trwa dość ciekawa dyskusja o "Lajkoniku". Dla zainteresowanych:

>>>TUTAJ<<< [www.pzw.org.pl]



Re: Puchar Lajkonika - kompromitacja krakowskich działaczy PZW (Wynik: 1)
przez jarekk dnia 06-10-2009 o godz. 12:16:38
(Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość)
Główny Kapitanat Sportowy zapowiedział analizę przebiegu zawodów i ew. wyciągnięcie konsekwencji w przypadku stwierdzenia nieprawidłowości. Będziemy zatem obserwować stronę z komunikatami GKS i do sprawy oczywiście powrócimy :)

Komunikat - TUTAJ [www.pzw.org.pl]



Re: Puchar Lajkonika - kompromitacja krakowskich działaczy PZW (Wynik: 1)
przez jarekk dnia 11-10-2010 o godz. 15:39:23
(Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość)
www.wp.pl


Serwis działa od: 21.04.2003 r.

red. Jarek Krempa

Wszelkie prawa zastrzeżone

PHP-Nuke Copyright © 2005 by Francisco Burzi. This is free software, and you may redistribute it under the GPL. PHP-Nuke comes with absolutely no warranty, for details, see the license.
Tworzenie strony: 0.05 sekund