Witaj Gość!   [ Logout ]    
Działalność Koła
Dane adresowe - kontakt
 Egzaminy na kartę wędkarską
Nasze finanse

Władze Koła
rozliczenie pracy Zarządu

 Zarząd I kadencji 2003-2005
 Zarząd II kadencji 2005-2009
 Zarząd III kadencji 2009-2013
 Zarząd IV kadencji 2013-2017

Użytkownicy
Witaj, Gość
Pseudonim
Hasło
(Zarejestruj się)
Członkostwo:
Ostatni: jaro_jga
Nowe dzisiaj: 0
Nowe wczoraj: 0
Wszystkie: 511

Na stronie:
Gości: 34
Użytkowników: 0
Razem: 34

Informacje i komunikaty
Wody górskie (info)
 Schemat Pilchowic

Nasi sponsorzy

















Kącik Wędkującej Młodzieży

Przyjaciele Grodzkiego

























Karkonoski Klub Wędkarski




Recenzje z zawodów
· Spinningowe Grand Prix Polski - Puchar Katowic
· Spinningowe Grand Prix Polski - Boleń Odry
· Spinningowe Grand Prix Polski - Sandacz Turawy
· Spinningowe Grand Prix Polski - Puchar Sanu

Pierwsze spotkanie >pięćdziesiątaków< nad Bobrem.
Wysłano dnia 04-01-2016 o godz. 11:48:28 przez jarekk

Na górskiej i nizinnej
Nadesłał: "Marszal"
Zawsze traktowałem wędkarstwo muchowe jako coś znacznie więcej, niż próbę łowienia jak największej ilości ryb, wyścig do lepszej miejscówki czy ukrywanie swoich skutecznych muszek przed innymi.  Interesowały mnie nowe miejsca, zapomniane rzeki czy też zupełnie niemuchowe miejscówki.





Na mojej drodze muchowej spotkałem trzech tak samo zakręconych wędkarzy. W październiku tego roku doszło do naszego pierwszego spotkania.

Paweł z Poznania, Andrzej z Mysłowic, Robert z Lublina i moja skromna osoba to nieformalny klub „50 PLUS”. Oprócz wspólnej pasji, łączy nas jeszcze wiek, wszyscy jesteśmy po pięćdziesiątce i dlatego pozwoliliśmy sobie nazwać nas „Pięćdziesiątaki”. 

Po wielomiesięcznych kontaktach w sieci postanowiliśmy spotkać się na realnym gruncie (a raczej wodzie), pogawędzić, pomacać trochę sprzętu, dobrze pojeść i w końcu wspólnie połowić w naszym pięknym Bobrze. Jako kwaterę wynajęliśmy dom w Sosnówce Górnej, zwany dumnie „Chatą karkonoską”.  Pierwszy w piątek tuż po południu zjechał Andrzej. Jako że zadeklarował przygotowanie kolacji, po zakupach, dojeździe do kwatery zabrał się od razu do pracy. Ja i Paweł pojawiliśmy się w naszym nowym domu po 15, na co Andrzej zareagował nieukrywaną radością. W końcu miał do kogo usta otworzyć. Mieliśmy okazję po raz pierwszy spotkać się w realnej rzeczywistości. Pozostało czekać na Roberta, który miał dojechać pod wieczór. Oczywiście oczekiwaniu na ostatniego z Pięćdziesiątaków  towarzyszyły rozmowy, wymiany poglądów na temat naszego hobby, odrobina alkoholu i dobre jedzonko. Mieliśmy w planie pomachać trochę zwiezionym przez nas sprzętem, więc puki jeszcze było widno poszliśmy do ogrodu przynajmniej wypróbować kilka kijków. Zapadające ciemności zmusiły nas do przerwania zabawy i przełożenia jej na niedzielny poranek.

Robert zjechał na kwaterę dobrze po zapadnięciu zmroku.  Jechał biedny we mgle, ciemnościach i stresie, jako że tak wysoko samochodem rzadko się zapędzał, a pogoda raczej nie sprzyjała szybkiej jeździe i sprawnemu odszukaniu naszego lokum, leżącego w lesie. Co usłyszała jego podsufitka, tutaj nie będziemy relacjonować ponieważ nie nadaje się to do publikacji.

Nakarmiliśmy Roberta dobrą, śląska kuchnią i spokojnie zasiedliśmy przy kominku w celu omówienia sobotniego wędkowania. W międzyczasie moją rolą było ugotowanie zupy gulaszowej, która po wędkowaniu miała zaspokoić nasz pierwszy głód. Przy dobrej Whisky, kołowrotkach muchowych i muszkach oraz pyrkającej w garze zupie przesiedzieliśmy do drugiej w nocy. Przed snem wciągnęliśmy oczywiście po niewielkim talerzu gulaszowej i z wypełnionymi brzuszkami udaliśmy się na spoczynek. Stwierdziliśmy, że kto pierwszy wstanie ten roi mały rabanik, aby obudzić delikatnie następnych. Koło ósmej ponownie pojawiliśmy się w kuchni. Na śniadanko wciągnęliśmy po misce zupy (miała być na „po rybach”) uznając, że skoro Robert przywiózł gar bigosu a Paweł dwa gary leczo, na „po rybach” też mamy co jeść.  Zebraliśmy się powoli, bez pospiechu i o 11 wylądowaliśmy w Nielestnie. Pogoda wymarzona, ciepło, bez deszczu, woda dość niska, widać zbierające lipionki. Warunki wymarzone. Wbiliśmy się w spodniobuty, uzbroiliśmy sprzęt o do wody. Powoli przesuwaliśmy się w kierunku Wlenia. Paweł i Robert początkowo szybciej, ciekawi rzeki  i lipieni. Ja i Andrzej wolniej, spokojnie obłowiliśmy prostkę. Andrzej, zawodowy fotograf oczywiście wyposażył się w sprzęt   odpowiedniej klasy i wyłapywał co ciekawsze momenty i okoliczności przyrody dla nas i do swojego bloga fotograficzno-wędkarskiego. Na wędkowaniu zeszło nam do siedemnastej. Każdy połowił po kilkadziesiąt lipieni, w przewadze małych, ale trafiały się takie powyżej 30 cm. Każdy zadowolony, nasycony pięknem Bobru i jego bogactwem.



Po powrocie na kwaterę przygotowaliśmy bigos Roberta. W zasadzie to bigos Roberta żony, która pieczołowicie przygotowywała go dzień przed wyjazdem. Był po prostu pyszny, domowy, delikatny. Wielkie ukłony dla Dorotki, zony Roberta za cudowne jedzonko. Oczywiście na pogaduchach przy kominku zeszło nam znów do trzeciej. Dobre jedzenie, dobre napitki świetne towarzystwo – w takich okolicznościach czas biegnie bardzo szybko.



Niedzielny poranek to delikatny ból głowy, jajecznica na śniadanie i sprzętowe warsztaty. W ogrodzie obok domu był dość duży trawnik, na którym postanowiliśmy wypróbować to, co każdy z nas zwiózł w Karkonosze. Była okazja porzucać piękną, ręcznie zbrojoną przez Krzysztofa Zielińskiego z Krakowa „dwójką CTS” Andrzeja, Heliosem 2 w klasie #4 Roberta, moim Winstonem BIIIX w klasie #6, Pawła Winstonem BIIIX w klasie #8, TFO TiCrX w klasie #9 oraz pięknie wykonanym (też u Krzyska Zielinskiego), dwuręcznym switchem CTS w klasie #7.  Można było poprzerzucać linki, spróbować rzutu dwuręcznym kijkiem z linką lub głowicą, w końcu machnąć bardzo delikatnym sprzętem, upewniając się że „dwójką” spokojnie można rzucić 15 m.



Posiłek przed odjazdem to Pawła leczo, z pieczołowitością przygotowane przez Jego żonę. Pyszne, słodziutkie, o posmaku papryki zostało wchłonięte w znacznych ilościach i ze smakiem. Krótko po południu przyszło się żegnać. Paweł do Poznania miał blisko 300 km. Podobnie Andrzej na Śląsk. Robert miał najdalej, ale we Wrocławiu, u przyjaciół zostawił żonę i w drodze powrotnej od stolicy Dolnego Śląska do Lublina miał już towarzystwo. Chociaż te 600 km do przejechania w niedzielne popołudnie nie do pozazdroszczenia.

Pasja zwana wędkarstwem muchowym może pchnąć ludzi do działań, mogłoby się wydawać irracjonalnych. Jechać 300 czy 600 km aby pięć godzin połowić może wydawać się głupie i nieopłacalne. Jednak nie tylko łowienie w tutaj jest ważne. Mógłbym powiedzieć, że te pięć godzin wędkowania to tylko dodatek, dodatek do spotkania czterech przyjaciół, „Pięćdziesiataków” dla których dużo ważniejsza jest możliwość spotkania się, nocnych pogaduch w świetnej atmosferze i przy dobrym jedzonku. Bez gonitwy, wyścigu z czasem i z innymi wędkarzami, bez parcia na wynik można spędzić cały weekend. Już rodzą się plany następnych takich spotkać. San, Dunajec, Łupawa, Gwda – miejsc jest wiele. Są chęci, jest niecierpliwość następnego takiego weekendu. Będzie następne, pewnie już w marcu.





Fotografie załączone do tekstu są autorstwa Andrzeja Stanka, który prowadzi świetny blog fotograficzno-wędkarski, do obejrzenia którego zachęcam. Blog pod adresem:  http://www.andrzejstanek.pl/blog

 

Mariusz „Marszal” Szalej

 
Pokrewne linki
· Więcej o Na górskiej i nizinnej
· Napisane przez jarekk


Najczęściej czytany artykuł o Na górskiej i nizinnej:
O mało nie zginął w pilchowickim mule ..AKTUALIZACJA


Oceny artykułu
Wynik głosowania: 3.66
Głosów: 9


Poświęć chwilę i oceń ten artykuł:

Wyśmienity
Bardzo dobry
Dobry
Przyzwoity
Zły


Opcje

 Strona gotowa do druku Strona gotowa do druku


Pokrewne tematy

Na górskiej i nizinnej

"Pierwsze spotkanie >pięćdziesiątaków< nad Bobrem." | Logowanie/Założenie konta | 3 komentarze | _SEARCHDIS
Komentarze są własnością ich twórców. Nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść.

Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować

Re: Pierwsze spotkanie >pięćdziesiątaków< nad Bobrem. (Wynik: 1)
przez Marszal dnia 04-01-2016 o godz. 12:32:18
(Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość)
Dla pełnego porządku muszę zaznaczyć, że ostatnia fotografia jest autorstwa Roberta (Andrzej na niej w roli modela), o czym nie napisałem w treści, a co niniejszym czynię.



Re: Pierwsze spotkanie >pięćdziesiątaków< nad Bobrem. (Wynik: 1)
przez tadek dnia 08-01-2016 o godz. 09:50:31
(Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość)
Fajnie, że chciało Ci się coś skrobnąć - mimo iż do pięćdziesiątaka wiele mi brakuje to czyta i ogląda się bardzo przyjemnie. Dziękuję !



Re: Pierwsze spotkanie >pięćdziesiątaków< nad Bobrem. (Wynik: 1)
przez soja dnia 08-01-2016 o godz. 19:53:03
(Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość)
Marszal, świetna relacja. Gratuluje kumpli. Klimat spotkania chyba oddałeś w pełni. Dobrze się to czytało.


Serwis działa od: 21.04.2003 r.

red. Jarek Krempa

Wszelkie prawa zastrzeżone

PHP-Nuke Copyright © 2005 by Francisco Burzi. This is free software, and you may redistribute it under the GPL. PHP-Nuke comes with absolutely no warranty, for details, see the license.
Tworzenie strony: 0.04 sekund