Witaj Gość!   [ Logout ]    
Działalność Koła
Dane adresowe - kontakt
 Egzaminy na kartę wędkarską
Nasze finanse

Władze Koła
rozliczenie pracy Zarządu

 Zarząd I kadencji 2003-2005
 Zarząd II kadencji 2005-2009
 Zarząd III kadencji 2009-2013
 Zarząd IV kadencji 2013-2017

Użytkownicy
Witaj, Gość
Pseudonim
Hasło
(Zarejestruj się)
Członkostwo:
Ostatni: jaro_jga
Nowe dzisiaj: 0
Nowe wczoraj: 0
Wszystkie: 511

Na stronie:
Gości: 14
Użytkowników: 0
Razem: 14

Informacje i komunikaty
Wody górskie (info)
 Schemat Pilchowic

Nasi sponsorzy

















Kącik Wędkującej Młodzieży

Przyjaciele Grodzkiego

























Karkonoski Klub Wędkarski




Recenzje z zawodów
· Spinningowe Grand Prix Polski - Puchar Katowic
· Spinningowe Grand Prix Polski - Boleń Odry
· Spinningowe Grand Prix Polski - Sandacz Turawy
· Spinningowe Grand Prix Polski - Puchar Sanu

Piećdziesiątaki nad Dobrzycą
Wysłano dnia 26-09-2016 o godz. 22:10:15 przez jarekk

Na górskiej i nizinnej Nadesłał: Marszal
Końcówka sezonu pstrągowego w tym roku była dla mnie wyjątkowo ciekawa. Będąc ostatni weekend sierpnia w Wielkopolsce, mogłem wraz z moimi serdecznymi kolegami – Pięćdziesiątakami łowić na trudnodostępnych rzekach ziemi pilskiej...

 



Całą sobotę, wraz z Pawłem i Robertem spędziliśmy na Dobrzycy, odcinku płynącym w całości przez las, pięknym i dzikim ale jednocześnie trudnym i wymagającym sporych umiejętności. Z muchówkami w dłoniach, od rana do popołudnia, w ciszy i spokoju delektowaliśmy się połowami na nimfy i suche muszki tamtejszych pstrągów i lipieni, ze zdecydowaną przewagą tych drugich.


Wędkowanie na rzekach Okręgu Nadnoteckiego (Piława, Dobrzyca, Rurzyca, Gwda) zawsze było tym, co chciałem zrealizować już jako spinningista. Jednak dopiero teraz dane było mi zanurzyć swoje spodniobuty w zimnej i czystej wodzie Dobrzycy. Po blisko dwugodzinnej podróży samochodem oraz jednokilometrowym marszu przez leśne ostępy, oczom naszym ukazał się kręty, śródleśny, porośnięty z obydwu stron, wolno płynący nurt tej piękne rzeki. Spokojne fragmenty prawie stojącej wody, poprzecinane przyspieszeniami i krótkimi, łagodnymi szypotami działały mocno na wyobraźnię całej naszej trójki. Jak wytłumaczył nam Paweł - można powiedzieć: „Gospodarz wyprawy” - w tych okolicach wędkuje już od ponad trzydziestu lat, a miejsce, do którego dotarliśmy jest jednym z fragmentów, z którymi wiążą się Jego wspaniałe wędkarsko-rodzinne wspomnienia. Należy tutaj zaznaczyć, że Paweł jest muszkarzem już w trzecim pokoleniu, o czym w czasie jazdy z Poznania i wielokrotnie na naszych wyprawach opowiadał nam barwnie i z sentymentem. 


Dobrzyca to rzeka dość trudna do obłowienia na muchę. Obficie porośnięte brzegi, powalone w nurt konary omywane nurtem oraz wszechobecne fragmenty miękkiego, mulistego dna nie do końca pozwalały na swobodne posługiwanie się długim sznurem muchowym. Już wejście do wody niekiedy wyzwalało w nas wiązkę niecenzuralnych słów i zwrotów. Bo jak tutaj zachować spokój, kiedy stawiając stopę na wydawałoby się pewnym gruncie noga wjeżdżała w kurzawkę jak w masło grubo powyżej kolana. Zabawnie wyglądaliśmy, stojąc jedną nogą w tym mule prawie po krocze, przy jednoczesnej, zadartej drugiej nodze, osadzonej jeszcze na twardym gruncie. Ręce trzymające wędzisko biegały w różnych kierunkach, w celu zapewnienia utrzymania równowagi, przy jednoczesnej próbie zabezpieczenia wędki przed uszkodzeniem. Paweł, z pewnej odległości obserwujący nasze z Robertem zmagania instruował, aby chodzić „po żółtym”, z tym jednak, że aby do tego żółtego dojść, trzeba było na początku wejść do wody i utytłać się po tyłek w mule. Wejście w kurzawę to był dopiero początek zabawy. Siedzącą w zamulisku nogę trzeba było teraz z niego wyciągnąć. Z trudem złapany punkt równowagi przy każdym ruchu tracił swoje stabilizujące właściwości, muł śmiesznie „cmokał” a noga siedziała tak samo jak na początku. Podparcia żadnego, wędka w ręce, stopa w mule, druga zadarta jeszcze na brzegu. Czasami uchodziło nam to na sucho, czasami niestety nie. Zliczyłem na szczęście jedno podparcie, co przy wysokiej temperaturze powietrza nie było tak bardzo uciążliwe. Dodatkową atrakcją były rządne krwi komary, które wyczuwając naszą bezradność, w takich sytuacjach syciły swój apetyt zupełnie bezkarnie. Jak już wydostawaliśmy się z kurzawki i spokojnym krokiem docieraliśmy do „żółtego”, można było rozpocząć łowienie. 

Dobrzyca kryje w swoim nurcie piękne pstrągi i lipienie, klenie i okonie. Z nami najbardziej współpracowały właśnie lipienie wszelkich rozmiarów. Można było łowić na upatrzonego, co czynił Robert. Zauważywszy zbiórkę, podawał suchą muchę i najczęściej po pierwszym rzucie holował ładnego kardynała. Można było obawiać na długim lub krótkim sznurze rynny i rynienki położone pod drugim brzegiem lub w środku koryta rzecznego. Można było w końcu na spokojniejszej wodzie położyć bardzo długi sznur i pozwolić spłynąć spokojnie nimfie z delikatnym uciągiem, z końcowym jej poderwaniem od dna w momencie wyprostowania linki. Udało się nam złowić ponad 20 lipieni, z czego Gospodarz zgodnie z zasadą gościnności złowił najwięcej, bo jedenaście (tyle, co my, razem z Robertem).


Idąc leśnym fragmentem meandrującej rzeki przez kilka godzin, mogliśmy delektować się samotnością, ciszą i zupełnym brakiem konkurencji. Trudne do wędkowania odcinki, położone w trudno dostępnym i oddalonym od dróg terenie, skutecznie odstraszają większość wędkarzy, gwarantując takim jak my rzadko dzisiaj osiągalne doznania spokoju i samotności nad wodą.

Niestety późnym południem zaczęły nadpływać hordy kajaków. Rzeka stanowi szlak spływu dla „turystów – kajakarzy”, którzy nie posiadając specjalnych umiejętności sterowania tą jednostką pływającą i bardzo często dalecy od przynajmniej elementarnych zasad kultury, skutecznie płoszą wszystko co żyje w wodzie lub próbuje w niej wędkować. Słysząc pierwsze wrzaski i walenie burtami o konary lub sąsiednie kajaki wyszliśmy z wody i udaliśmy się w kierunku samochodu.


Paweł zabezpieczył nas w sprzęt umożliwiający odpoczynek i spożywanie zabranego jedzonka w naprawdę komfortowych warunkach. Do bagażnika swojego auta włożył mały stolik turystyczny i trzy krzesła a do turystycznej lodówki wędliny, sery różnej maści oraz odpowiednie napoje. Posiłek spożywaliśmy nad połączonymi już: Piławą i Dobrzycą, przy spalonym moście, patrząc na: z jednej strony mostu spokojny fragment rzeki (doskonały na wieczorową porę do obłowienia suchymi muszkami), a z drugiej strony przeprawy mocno przyspieszający nurt, wypłukujący głębokie rynny, w których zapewne skrywały się znakomite pstrągi, a u ich krańca lipienie. Pełne brzuchy, późna godzina i świadomość długiej jazdy powrotnej spowodowały, że po posiłku postanowiliśmy powoli pakować graty i wracać do „bazy”. Jeszcze w drodze powrotnej Paweł zabrał nas do jednego z gospodarstw hodowlanych w celu zakupu wędzonych, świeżutkich pstrągów alpejskich (naszym zdaniem palii). Coś szczególnego trzeba było przywieść do bazy na kolację dla naszych żon i dla nas samych. Robert nie mógł się ponadto powstrzymać przed zakupem wędzonych sielawek, które skutecznie zniknęły w jego i Pawła żołądkach w czasie jazdy powrotnej. Około 19 zawitaliśmy u Pawła, gdzie oczekiwały nasze małżonki. Potem kolacja, napitki i długi wieczór, pełen rozmów, śmiesznych historii o wydostawaniu się z kurzawek i lecących przy tej okazji różnych, raczej mało literackich zwrotach. Obiecałem sobie, że jeszcze w tym roku zawitam w te rejony, co już zostało wstępnie uzgodnione z naszym Gospodarzem.

Mariusz "Marszal" Szalej

 


 
Pokrewne linki
· Więcej o Na górskiej i nizinnej
· Napisane przez jarekk


Najczęściej czytany artykuł o Na górskiej i nizinnej:
O mało nie zginął w pilchowickim mule ..AKTUALIZACJA


Oceny artykułu
Wynik głosowania: 5
Głosów: 4


Poświęć chwilę i oceń ten artykuł:

Wyśmienity
Bardzo dobry
Dobry
Przyzwoity
Zły


Opcje

 Strona gotowa do druku Strona gotowa do druku


"Piećdziesiątaki nad Dobrzycą" | Logowanie/Założenie konta | 3 komentarze | _SEARCHDIS
Komentarze są własnością ich twórców. Nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść.

Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować

Re: Piećdziesiątaki nad Dobrzycą (Wynik: 1)
przez Marszal dnia 26-09-2016 o godz. 22:58:18
(Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość)
Wszystkie zdjęcia pochodzą z kolekcji naszego Gospodarza i przewodnika po tych pięknych wodach, Pawła Bugajskiego, przy czym pierwsze, na którym jestem ja i Paweł wykonał Robert.


Serwis działa od: 21.04.2003 r.

red. Jarek Krempa

Wszelkie prawa zastrzeżone

PHP-Nuke Copyright © 2005 by Francisco Burzi. This is free software, and you may redistribute it under the GPL. PHP-Nuke comes with absolutely no warranty, for details, see the license.
Tworzenie strony: 0.03 sekund