Witaj Gość!   [ Logout ]    
Działalność Koła
Dane adresowe - kontakt
 Egzaminy na kartę wędkarską
Nasze finanse

Władze Koła
rozliczenie pracy Zarządu

 Zarząd I kadencji 2003-2005
 Zarząd II kadencji 2005-2009
 Zarząd III kadencji 2009-2013
 Zarząd IV kadencji 2013-2017

Użytkownicy
Witaj, Gość
Pseudonim
Hasło
(Zarejestruj się)
Członkostwo:
Ostatni: jaro_jga
Nowe dzisiaj: 0
Nowe wczoraj: 0
Wszystkie: 511

Na stronie:
Gości: 23
Użytkowników: 1
Razem: 24

Teraz online:
01 : Maniek_17

Informacje i komunikaty
Wody górskie (info)
 Schemat Pilchowic

Nasi sponsorzy

















Kącik Wędkującej Młodzieży

Przyjaciele Grodzkiego

























Karkonoski Klub Wędkarski




Recenzje z zawodów
· Spinningowe Grand Prix Polski - Puchar Katowic
· Spinningowe Grand Prix Polski - Boleń Odry
· Spinningowe Grand Prix Polski - Sandacz Turawy
· Spinningowe Grand Prix Polski - Puchar Sanu

Mniej okoni, więcej jazia - spinningowe podsumowanie sezonu
Wysłano dnia 25-12-2016 o godz. 13:59:09 przez jarekk

Na górskiej i nizinnej

Spinningowy sezon 2016 na jeleniogórskich wodach można chyba opisać jako przeciętny. Dla jednych bardzo udany dla innych jeszcze gorszy niż poprzedni. Z jaką wodą i jakimi rybami się kojarzy zależy od indywidualnych doświadczeń. Dla mnie był to sezon nauki.





Wędkować zaczynam z początkiem stycznia. Najczęściej kilka dni po nowym roku, gdy minie szaleństwo pierwszych pstrągowych łowów i nad wodami zrobi się nieco spokojniej. Wtedy można liczyć na prawdziwe okazy, złowienie pięćdziesiątaka nigdy nie było czymś wyjątkowym.

W 2016 roku radość nie trwała jednak długo. Po kilku dniach znakomitych połowów ścisnęły mrozy, a wraz z nimi nad Bobrem pojawiło się przekleństwo wód górskich - stada kormoranów. W lutym było już "po ptakach" ...ani muszkarze, ani spinningiści nie byli w stanie złowić wymiarowych ryb, zostały niedobitki. Ten sezon na wodach górskich był jednym z najgorszych od lat kilkunastu. To zdanie moje i większości kolegów łowiących na Bobrze i Kwisie. Latem ruszyły co prawda zarybienia i gdy trafiło się na miejsce gromadzenia ryb, można było pobawić się z "dwudziestakami". Nawet łowienie kilkudziesięciu pstrążków dziennie nie dawało satysfakcji mając wspomnienia Bobru sprzed roku, czy dwóch. lat, sprzed "kormoranowej zarazy".



Długi czas oczekiwania na sandacze był okazją do zabawy z okoniami. Wiosna 2016 była dużo słabsza w porównaniu do sezonów poprzednich. Dało się skutecznie łowić ładne ryby, ale nie było już ich tak dużo jak na początku sezonu 2015. Bardzo słabo wyszło okoniowe tarło. Wahania poziomu wody na Pilchowicach spowodowały zniszczenie ogromnych ilości ikry. Drobnicy było znacznie mniej, stada drapieżników trudniejsze do zlokalizowania. Podczas spinningowych Mistrzostw Okręgu złowienie kilku okoni dawało całkiem niezłą pozycję.


Pocieszeniem może być to, że w tym sezonie udawało się łowić ryby większe. Nie padły jakieś spektakularne rekordy, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo, ale trzydziestaki z dużym plusem nie były rzadkością. Bywały dni gdy w rejonie stacji i mostu kolejowego brały ryby w przedziale 25 - 30 cm praktycznie na każdą okoniową przynętę. Wystarczyło wypatrzeć stada drobnicy żerujące w zasięgu rzutu. W lokalizacji pomagały żerujące na powierzchni bolenie. Rzucało się pod powierzchnią lub w połowie toni, prowadząc bez jakiejś szczególnej finezji.
Pamiętam dzień, gdy harcujące bolenie próbowało łowić małżeństwo zupełnych laików. Rzucali ciężkimi wirówkami w kierunku chlapnięć. Bez efektu, ale co jakiś czas z pół toni zapinali piękne garbusy. Holowali je narzekając, że te ryby przeszkadzają w im łowieniu. Taki dzień już się nie powtórzył.


Inną rybą coraz łatwiej dostępną z brzegu był jaź. Ryb tych jest na Jeziorze Pilchowickim stosunkowo dużo lecz wymagają sporo cierpliwości i trochę szczęścia. Łowiąc na nieduże woblery i wirówki można było złowić nawet do kilkunastu sporych ryb w ciągu popołudnia. Pilchowickie jazie osiągają imponujące rozmiary. Większe są jednak trudną zdobyczą i o ich istnieniu wiem tylko od bardziej doświadczonych łowców jazi. Dla mnie satysfakcjonującą zdobyczą były ryby do 40 cm. Przy bardzo delikatnym zestawie jakiego używałem dawały mnóstwo radości. Pojawiały się w zasadzie na całym jeziorze - pod tamą, przy cyplu, pod skałami, przy "Kowalowych Skałach" i na "Patelni". Ultralekki kij z żyłką do 0,14 mm i mikro woblerkiem w zasadzie towarzyszył mi przez cały sezon. Każde oczka i podejrzany ruch pod powierzchnią mógł skończyć się holem "złotej rybki". Nie było tego zbyt wiele, ale emocje jak przy okazach. Czasem obok jazi zdarzały się klenie. Mam wrażenie, że od czasu zarybienia Pilchowic boleniem populacja klenia uległa znaczącej redukcji. W sezonie 2016 w Jeziorze Pilchowickim złowiłem zaledwie kilka kleni. Największy niewiele przekroczył 30 cm. Łatwiej spotkać klenia w rzece na odcinkach przyujściowych, początku zalewu, odpływie z zapór. Jest go jednak znacznie mniej niż kilka, kilkanaście lat wcześniej


Innym ciekawym doświadczeniem przed sezonem "prawdziwych drapieżników" były próby podejścia pilchowickich boleni. Złowienie tych ryb na stojącej wodzie nie do końca jest sprawą łatwą. Bywają jednak dni, gdy bolenie w amoku żerowania są skłonne skusić się na srebrnego longa lub woblera. Chodząc brzegiem za okoniem lub jaziem warto być przygotowanym na taka niespodziankę. Najlepszego dnia, a właściwie w ciągu półtorej godziny pomiędzy stacją, a cyplem, udało złowić się cztery ryby, w tym piękny boleń grubo ponad 70 cm. Z taką sytuacją nie spotkałem się już do końca sezonu.


Łowcy sandaczy sezon 2016 oceniają bardzo różnie. Gdy jedni mówią o "plaży" i "studni", o wielkiej zmianie na niekorzyść, inni chwalą się dziesiątkami przerzuconych ryb. Przyczyna tak różnych opinii jest dość prosta. Najważniejsza pilchowicka miejscówka początku sezonu - "Patelnia", przez zimę uległa naturalnej przebudowie. Miejsca twarde zostały pokryte mułem, a znana wszystkim "krawędź" zupełnie zmieniła kształt. Tam, gdzie było płytko pojawiło się głębokie na 5-6 m koryto, powstały nowe blaty, przyniosło nowe zaczepy. Ryby zmieniły miejsca żerowania. Komu udało się szybko odnaleźć ten połowił. Kto nie zdążył, ten zazdrościł i narzekał.


Sandacze nie niepokojone przed pierwszym czerwca, w pierwszych dniach sezonu brały bardzo dobrze. To skutek wprowadzonego dwa lata temu zakazu wędkowania ze środków pływających do końca maja. Po raz drugi mieliśmy prawdziwy, sandaczowy "dzień dziecka", a dokładniej mieli ci, którzy potrafili dobrze się ustawić. Ja do nich nie należałem. Złowiłem kilka niedużych ryb, ale nie było to czego oczekiwałem. Dopiero pod koniec czerwca udało mi się wstrzelić. Zapisane w pamięci miejscówki dawały sporo frajdy. Ryby nie brały już tak intensywnie, ustawiały się głębiej i na krótko pojawiały na blatach i przy krawędziach o stałych porach. Jeśli się najechało o odpowiedniej godzinie i podało koguta lub ciemną, nieco przeciążoną gumę brania były niemal pewne. 




To był najfajniejszych czas - druga połowa lipca. Rankiem brania sandaczy na zalewie lub w zatokach, potem zabawa z boleniami w rejonie mostu kolejowego, pod stacją i przy cyplu pod zaporą, a tuż popołudniu godzina z sandaczami na Patelni. Kilkanaście wyjazdów i zawsze podobny schemat. Czasami, gdy sandacz nie chciał współpracować pojawiały się szczupaki. To jedna z ciekawych obserwacji tego sezonu. Mimo, że nie poszukiwałem szczupaków celowo, złowiłem, miałem obcinki lub spady kilkunastu ryb. To dobry znak - szczupaka na Pilchowicach z roku na rok jest coraz więcej.




Sandaczowo nie był to dla mnie rok szczególnie obfitych połowów, nie udało się przeskoczyć dziewięćdziesiątki z 2015 roku, złowiłem niewiele wymiarowych ryb. Było jednak sporo ciekawych obserwacji, udane poszukiwania nowych miejscówek. Generalnie, poświęciłem sandaczom znacznie mniej uwagi niż innym gatunkom i chyba było warto.

Potem przyszedł czas zakwitu jeziora. W sierpniu jezioro pokryła zielona maź. Proces eutrofizacji z którym mamy do czynienia od kilku lat staje się coraz bardziej intensywny. Ryby przestają żerować, a nawet jeśli udaje się trafić na brania sandaczy, to wędkowanie w zielonej zupie przestaje być przyjemnością. Ten czas wykorzystałem na powrót na nasze rzeki i mniejsze zaporówki. A jest tam co robić. W Bobrze można liczyć na przepiękne jazie, okonie, a nawet sandacze. Ucząc się nowych miejscówek zdarzało się, że wracałam bardzo zadowolony.


Sezon określam jako przeciętny. Nie złowiłem żadnej zdecydowanie dużej ryby, nie poprawiłem żadnego życiowego rekordu. Był jednak bardzo ciekawym sezonem. Dużo nauki i spostrzeżeń do wykorzystania w kolejnym ...już za kilka dni.


jarekk






 
Pokrewne linki
· Więcej o Na górskiej i nizinnej
· Napisane przez jarekk


Najczęściej czytany artykuł o Na górskiej i nizinnej:
O mało nie zginął w pilchowickim mule ..AKTUALIZACJA


Oceny artykułu
Wynik głosowania: 4.8
Głosów: 5


Poświęć chwilę i oceń ten artykuł:

Wyśmienity
Bardzo dobry
Dobry
Przyzwoity
Zły


Opcje

 Strona gotowa do druku Strona gotowa do druku


Pokrewne tematy

Informacje i komunikaty

"Mniej okoni, więcej jazia - spinningowe podsumowanie sezonu" | Logowanie/Założenie konta | 0 komentarze
Komentarze są własnością ich twórców. Nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść.

Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować
Serwis działa od: 21.04.2003 r.

red. Jarek Krempa

Wszelkie prawa zastrzeżone

PHP-Nuke Copyright © 2005 by Francisco Burzi. This is free software, and you may redistribute it under the GPL. PHP-Nuke comes with absolutely no warranty, for details, see the license.
Tworzenie strony: 0.03 sekund